Gdy powie się Kuba…

Gdy mówi się o Karaibach, widzimy bezkresne białe plaże, palmy, lazurowe morze i wszelkiego rodzaju drinki. Gdy mówi się o Kubie, w naszych wyobrażeniach pojawiają się samochody z lat 60., rum i cygara. Jednak za tym wszystkim kryje się codzienne życie zwykłych, a jednocześnie niezwykłych ludzi. Historie pisane przez samo życie, radości i trudności oraz inność, która dla nas, Europejczyków, może być wręcz szokująca.

3/18/20263 min čtení

W Kubie zakochałam się 18 lat temu, nie wiedząc o niej właściwie nic. Było to jakieś niewidzialne połączenie, o którym na kolejne 10 lat zapomniałam. Osiem lat temu jednak Kuba wkradła się do mojego życia i została w nim aż do dziś.

Inność, którą widać na każdym kroku, początkowo była trudna do zaakceptowania – zarówno pod względem kulturowym, jak i mentalnym. Jednak z czasem nawet „ożywione muzeum” zaczyna wydawać się czymś zupełnie normalnym.

W krajach rozwiniętych jesteśmy przyzwyczajeni do stałego dostępu do wszystkiego – od wspomnianego internetu, przez prąd, wodę, jedzenie, papier toaletowy itp. Traktujemy to jako oczywistość i gdy czegoś nagle zabraknie, zaczynamy narzekać.

Na Kubie jednak urzeka fakt, że nie zawsze wszystkiego jest pod dostatkiem, a mimo to da się żyć. Oczywiście są tacy, którzy nieustannie narzekają, ale są też tacy, którzy z pokorą idą naprzód.

I co więcej – nawet przez chwilę nie myślą o tym, żeby wyjechać.

MAGIA WYSPY

Pośpiech, konsumpcjonizm, społeczna obojętność i chłód – tak opisałabym życie w krajach rozwiniętych. Z drugiej strony mamy tu nieskończone możliwości i dostatek na każdym kroku. Jeśli nie podoba nam się praca, możemy ją w każdej chwili zmienić. Jeśli skończy nam się pasta do zębów, chleb, pomidory czy papier toaletowy, po prostu idziemy to kupić albo zamawiamy z dostawą pod drzwi. Wszędzie jest wszystkiego pod dostatkiem. Czy jednak wykorzystujemy wszystkie możliwości, jakie daje nam to życie?

Kuba ma dla mnie wyjątkowy urok właśnie w tym, że uświadamia, jak bardzo niepotrzebnie marnujemy, jak niepotrzebnie się stresujemy i jak biegniemy jak chomiki w kołowrotku, nie zauważając, że życie przecieka nam przez palce.

BRAK MA SVE PLUSY

Ponieważ na Kubie internet nie jest tak powszechny, a kiedy już jest, bywa słaby i powolny, ludzie nadal ze sobą rozmawiają. Nie są przyklejeni do „pudełka”, które – jak ktoś trafnie powiedział – „zbliża tych, którzy są daleko, a oddala tych, którzy są blisko”.

Może właśnie dlatego na wyspie można paradoksalnie poczuć szczególny rodzaj wolności. Podobnie jest ze stresem i troskami – oczywiście każdy je ma, ale tam mają one inny wymiar niż w Europie.

Być może wynika to z ciepła rodzin, które od najmłodszych po najstarszych członków spędzają czas razem, rozmawiają, interesują się sobą nawzajem i przede wszystkim sobie pomagają. Ciepło i miłość unoszą się w powietrzu jak gorący karaibski klimat.

Zazwyczaj biorą prysznic w wiadrze z wodą. I czy to przeszkadza? Nie. Wręcz przeciwnie. Kiedy my wzięliśmy prysznic we dwoje z jednego wiadra i jeszcze zostało nam trochę wody na spłukanie, dosłownie rozpływałam się z zachwytu.

A wyobraź sobie, że możesz potem mieć całe wiadro wody tylko dla siebie – to dopiero luksus.

Dla niektórych może to wyglądać jak krok wstecz, ale dla mnie to doświadczenie, które pomaga uświadomić sobie, co w życiu jest naprawdę ważne.